Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/petere.do-robic.sanok.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
patrząc z nieukrywaną wrogością; można było wyczytać z ich twarzy

- No to powtórz mi trochę. Sam zdecyduję, czy to coś warte.

patrząc z nieukrywaną wrogością; można było wyczytać z ich twarzy

- Ty oślepiłaś tę świnię, Pavona.
odnalezieniu małego Dylana Petersona). Po prostu zapomnieli wyjąć
sama, a wtedy on już potrafiłby się o nią zatroszczyć. A potem i o
nie był piękny, ale jeździł. Diaza było stać na nowszy model, ale nie
- Wiesz, jak współczujemy Chase’owi - ciągnęła Felicity. - Derrickowi i mnie jest bardzo przykro z powodu wszystkiego, co... Kłamstwa. Felicity i Derrick uciekli do Lake Tahoe, jak tylko ostygły popioły po pożarze, który zabił Angie. Troska Felicity brzmiała nieszczerze. Ślepo naśladowała męża, a Derrick nie cierpiał wszystkiego, co miało związek z rodziną McKenziech. Wychodząc za mąż za Chase’a, Cassidy wprawiła Derricka i Felicity w osłupienie. Cała rodzina była w szoku, a jej przyrodni brat i bratowa nigdy nie kryli, jak bardzo byli zdegustowani jej wyborem. Może był to jeden z powodów, dla którego Cassidy zdecydowała się na ten związek? Przez kilka pierwszych miesięcy, kiedy byli szczęśliwi, Chase żartobliwie nazywał siebie nowym bękartem, a nie szwagrem. Ale to było tak dawno... - ...Nie martw się - Cassidy usłyszała swój głos. - Wkrótce poczuje się lepiej. - Na pewno? To znaczy, wiem, że jest z nim źle... Cassidy wróciła do rzeczywistości. - Doktor Okano jest zdania, że Chase wyzdrowieje. - Rozmawiałaś z lekarzem? Myślałam, że byłaś u zastępcy szeryfa. Cassidy nie miała czasu, żeby spowiadać się przed Felicity. - Byłam. Pojechałam z Wilsonem do szpitala, a potem, gdy skończył mnie przesłuchiwać, wróciłam tam i zostałam z Chase’em. Później rozmawiałam z lekarzem. - Owinęła kabel telefonu wokół palca. - Doktor Okano jest dobrej myśli. Wypiszą Chase’a przed końcem tygodnia. - I wróci do domu? To samo pytanie zadawała sobie tysiące razy. - A gdzie miałby wrócić? Felicity westchnęła głośno. - Nie gniewaj się. Po prostu wszyscy wiemy, że macie problemy. Mięśnie karku Cassidy napięły się. Bez względu na to, jak źle się działo w ich małżeństwie, nigdy się nikomu nie zwierzała - ani matce, ani bratu i jego żonie. Małżeństwo było wyłącznie jej sprawą. - Słuchaj, Felicity. Chase zdrowieje i wróci do domu. Kropka. Felicity nie naciskała. - A co z tym drugim mężczyzną? Ból ścisnął Cassidy za gardło. Brig. - Nie wiem. - Bawiła się kablem telefonicznym. - Nie można go zobaczyć, ale chyba nie wygląda dobrze. - Kto to jest, do cholery? Czy to jej serce tak głośno bije? - Nie wiem. Policja cały czas próbuje to ustalić. - Mam nadzieję, że niedługo się dowiedzą - powiedziała szybko Felicity. - Poczuję się bezpieczniej, gdy będzie wiadomo, kto to jest i dlaczego chciał spalić tartak. - Myślisz, że to on zrobił? Brig? Po co miałby tu wracać i palić tartak? - A któżby inny? - Każdy. - Oj, daj spokój, Cassidy. Twój mąż walczy o życie, o mało nie zginął w pożarze, a ty bronisz włóczęgi, którego nie może zidentyfikować policja. Oczywiście, że to jego sprawka! - Tego nie wiemy. Na razie nic nie wiemy. - Starała się nie okazać, że jest urażona. Lepiej, żeby Felicity nie domyśliła się, że Brig wrócił. - Poza tym, jeżeli jesteś przekonana, że to on spalił tartak, to nie masz się czym martwić. - Na czoło wystąpiły jej krople potu, a do gardła podeszły wymioty. - On... on raczej tego nie przeżyje. - No i dobrze. Przynajmniej wymiar sprawiedliwości i stan zaoszczędzi kilka tysięcy dolarów - powiedziała Felicity z ulgą. - Wiem, że ty jesteś miłosierna i wyrozumiała, ale myślałabyś inaczej, gdybyś miała dzieci i dzień w dzień martwiła się o ich bezpieczeństwo. Serce zakłuło Cassidy boleśnie. Zarezerwowała w nim miejsce na macierzyńskie uczucia, ale na zawsze pozostanie ono puste. - Słuchaj, muszę iść... - Nie będę cię zatrzymywać. Ale pamiętaj, że nie jesteśmy bezpieczni. Kto wie, co ten facet chciał zrobić? Może miał wspólników. I może któryś z tych szaleńców nadal jest na wolności. To mnie martwi. Może to jakiś idiota, który ma coś do naszej rodziny. Jestem przekonana, że zamieszany jest w to Willie Ventura. Zniknął, prawda? - Willie nie... - Jest nienormalny. Wiem, że całe życie go broniłaś, ale to półgłówek. Psychika chłopca w ciele mężczyzny. Kto wie, co mu chodzi po głowie? Nie pozwoliłabym moim córkom się z nim zdawać. Nie ufam mu. To zboczeniec. Ciągle krąży i podgląda. Cassidy przypomniała sobie, jak przed laty przy basenie Felicity odważyła się zdjąć koszulkę i obnażyć piersi, żeby zobaczyć, jak zareaguje Willie.
mówił dalej. - To jak nić. Pociągniemy za nią i zobaczymy, czy coś
an43
dwudziestego siódmego kwietnia.
**
59
275
Diaz nie ścigał ludzi po to, by z nimi pogawędzić. Ci, do których
- Małżeństwo nie byłoby mądrym ruchem - powiedziała.
- Nic ci się nie stanie. - Cassidy wsunęła mu uzdę na głowę. Czuła drżenie jego napiętych mięśni, gdy zapinała uprząż. - Zrobimy sobie tylko małą przejażdżkę. Poczuła czyjąś rękę na ramieniu. Jęknęła. Serce w niej zamarło. Odwróciła się i krzyknęła. Rozpoznała Briga McKenziego. Nowego pracownika ojca. Była zawiedziona. Słyszała o nim niesamowite historie i podziwiała jego buntowniczą naturę. Nawet przez chwilę nie przypuszczała, że i on w końcu stanie się własnością Buchanana, jak wszyscy w mieście. Był wysoki, barczysty, śniady. Jego nos nie raz musiał być złamany. Patrzył na nią, jakby zrobiła coś złego. - Co ty sobie, do cholery, wyobrażasz? - Usiłowała uwolnić ramię, ale jej się nie udało. - Właśnie chciałem cię zapytać o to samo. - Patrzył na nią błękitnymi, pełnymi wściekłości oczami. Jego wąskie usta, sprawiające wrażenie okrutnych, zacięły się. W jednej chwili zrozumiała, dlaczego tyle dziewcząt w mieście uważa go za niebezpiecznie pociągającego. - Przyszłam po mojego konia, chciałam się przejechać. - Nie ma mowy. - Myślisz, że mnie powstrzymasz? - Była onieśmielona tym, że ją dotykał i wściekła, że chce jej dyktować, co ma robić. Była zmieszana jego obecnością, ale nie miała zamiaru dać tego po sobie poznać. - To moja praca. - Pracujesz z Remmingtonem? Od kiedy? - Od wczoraj - szorstko wyszeptał jej w twarz, łaskocząc ją o wiele za ciepłym oddechem. - Twój ojciec zatrudnił mnie i mam go ujeździć. - Mój ojciec zatrudnił cię, żebyś pracował w polu. - I ze źrebakiem. - Nie potrzebuję pomocy. - Słyszałem co innego. - Więc źle słyszałeś. - Szarpnęła się i wykrzywiła, bo ból przeszył jej bark. - To mój koń i będę z nim robić, co mi się podoba. Prychnął szyderczo. - Z tego, co wiem, to ten koń robi z tobą to, co mu się podoba. - Zejdź mi z drogi - rozkazała. Roześmiał się nisko, zmysłowo, bez emocji, ale nie ruszył się. Poczuła zakłopotanie. Stał między nią a zwierzęciem i wyglądał jak najprawdziwszy na świecie kowboj, zawzięty, gotów dopiąć swego. Trzymał głowę wysoko i mrużył oczy z determinacją. Pachniał potem, końmi i skórą. Czuła od niego mdły zapach dymu. Serce zaczęło bić jej mocniej. Brig spojrzał na jej szyję, w której burzliwie pulsowała krew. Nie wiedzieć czemu, miała wrażenie, że stajnie odpływają w dal, a w całym wszechświecie istnieje tylko ona i on. Wiedziała, że jej pierś unosi się i opada o wiele za szybko. Żałowała, że jest tak cholernie gorąco. Tak gorąco, że koszula lepiła się do pleców. - Co tu robisz tak późno? - Pilnuję porządku. - Pewnym ruchem odpiął uzdę, jakby robił to już tysiące razy. Wędzidło zadźwięczało, gdy zdjął ze źrebaka skórzane pasy. Remmington potrząsnął dostojnie łbem. - Więc niedługo sobie pójdziesz? Znowu ten bezduszny śmiech. - Nie licz na to. - Otworzył bramkę i przytrzymał ją, żeby Cassidy mogła wyjść. Nie miała wyboru. - Mogę nawet tutaj nocować. - Odwiesił uprząż na miejsce. - Ale nie będziesz. - To się przekonaj - powiedział wyzywająco. Miała ochotę go sprać. Nie wiedziała tylko, jak to zrobić. Zresztą, jeśli ojciec go zatrudnił, miał pełne prawo przebywać w stajni. Chyba że kłamie... Cholera, nie kłamie. Nie jest głupi. Słyszała wiele opowieści o Brigu McKenziem. Niektóre niesamowite, inne wprost obrzydliwe, ale nikt nie zarzucał mu głupoty. Pewnie, że zrobił kilka głupstw, ale po pijanemu albo przez kobietę. Gdy Cassidy wyobraziła sobie jego bandyckie, grzeszne ciało kochające się z kobietą, jej wnętrzności zareagowały dziwnym drżeniem, żołądek się skurczył, a twarz zalał rumieniec. Od kiedy Rusty Calhoun pocałował ją za stadionem futbolowym, przyciskając plecami do twardej cementowej ściany, Cassidy zbyt wiele myślała o mężczyznach i kobietach i o rzeczach, które robią za zamkniętymi drzwiami. Rusty odważył się nawet rozpiąć jej bluzkę. Niezdarnie wsunął rękę do stanika i próbował ją pieścić, ale mu się wyrwała. Całowanie się nie było takie straszne, chociaż oboje byli niewprawnymi szczeniakami. Posunięcie się do czegoś więcej przerażało ją. Kusiło, ale wzbudzało lęk. Od tamtej pory Rusty dzwonił co wieczór, ale więcej się z nim nie umówiła. Nie była gotowa na taką rozrywkę, jakiej od niej oczekiwał. W dodatku podejrzewała, że Rusty wykorzystuje ją po to, by zbliżyć się do Angie. Wszyscy chłopcy pragnęli Angie. Dlaczego krążą jej po głowie zakazane myśli na temat Briga McKenziego? Przecież jest stary. Prawie tak stary jak jej brat Derrick.

Wrócił z wielkim kartonem, w którym spoczywały różne, niepasujące

Tymczasem Milla nie mogła poradzić sobie ze świadomością, że ktoś
- Och, tak. Mam nadzieję, że dziś będzie spokojniej.
jej wargi. Pogładził jej piersi, ścisnął delikatnie, poznając ich kształt,
- Naprawdę nic! Lorenzo myślał, że tamten mieszka gdzieś w
„Boone". Sam True miał jej domowy numer, bo osobiście zapisała mu
- Co masz na myśli?
an43
świadomość nie przyniosła jej spodziewanego ukojenia. Żal i zgryzota
pojęcia, jakim miejscem jest „Granatowa Świnia". Jeżeli to typowa
bardzo jej posmakowało i oderwała się od talerza dopiero, gdy
- Połamałeś mi kości! - jęknęła, osuwając się na odrapane
Milla uniosła głowę. Jej serce natychmiast przyspieszyło, gdy
przez most do Juarez. Milla była taką rozbrajającą dziewczynką.
281

©2019 petere.do-robic.sanok.pl - Split Template by One Page Love